White Paper / Planowanie produkcji

Kto naprawdę steruje twoją produkcją?

Dlaczego w ponad połowie firm o priorytetach produkcji nie decyduje planowanie. I jak oddać tę funkcję tam, gdzie jej miejsce.

Paweł Birecki
Paweł Birecki
Ekspert S&OP i planowania produkcji · pawelbirecki.com

Punkt wyjścia: liczby, które bolą

Zapytałem praktyków na LinkedInie: kto u was najczęściej podejmuje decyzje o priorytetach produkcji? Ankieta zebrała 61 głosów, dwa do trzech razy więcej niż moje typowe ankiety.

Planowanie46%
Kierownik / dyrektor produkcji26%
Sprzedaż18%
Zarząd / prezes10%

Planowanie formalnie wygrało, ale spójrzmy na to od drugiej strony: w 54% firm o priorytetach produkcji decyduje ktoś, kto planowaniem nie jest. W co czwartej firmie produkcja rządzi się sama. W prawie co piątej sterem kręci sprzedaż. W co dziesiątej priorytety zleceń ustala osobiście zarząd.

Ten dokument pokazuje, co naprawdę kryje się za każdą z tych odpowiedzi, skąd ten stan się bierze i jak go krok po kroku naprawić.

Czym jest planowanie produkcji, kiedy działa

Planowanie produkcji to funkcja, której zadaniem jest łączenie działów: produkcji, sprzedaży, logistyki i zakupów, oraz koordynacja przepływu informacji między nimi. Tak, żeby każdy wiedział, co i kiedy ma zrobić, kupić, wyprodukować, przesunąć i o czym poinformować klienta.

W praktyce: ze sprzedaży przychodzą prognozy i zamówienia. Przeliczają się w systemie przez struktury materiałowe, marszruty i parametry MRP na potrzeby zakupowe i plan produkcji, który po optymalizacji trafia na halę jako jasna, zbilansowana kolejność pracy. Cel jest zawsze ten sam: dostarczyć klientom to, czego potrzebują, wtedy, kiedy potrzebują, w ilościach, jakich potrzebują. I zrobić to jak najtaniej: z możliwie małym zapasem, zabezpieczonymi dostawami i produkcją ułożoną optymalnie, a nie w kolejności telefonów.

Planowanie powinno decydować o priorytetach z jednego powodu: jako jedyne miejsce w firmie widzi jednocześnie popyt, materiały, zdolności produkcyjne i zobowiązania wobec klientów. Nikt inny nie ma kompletu informacji.

Kiedy priorytety różnych handlowców albo dywizji sprzedażowych zaczynają się gryźć, a przy ograniczonych mocach zawsze w końcu zaczynają, planowanie jest jedynym miejscem, które może ten konflikt rozstrzygnąć sensownie. Nie najgłośniej. Sensownie.

Trzy protezy: kto przejmuje planowanie, gdy ono nie działa

Natura nie lubi pustki. Biznes też nie. Jeżeli funkcja planowania nie działa, ktoś ją przejmuje, bo decyzje o priorytetach i tak muszą zapadać. Trzy najczęstsze układy zastępcze:

Proteza 1 · 26% firm

Dyrektor produkcji jako planista

Kierownik lub dyrektor produkcji zbiera informacje od sprzedaży, czasem bezpośrednio od klientów, filtruje je doświadczeniem i przekłada na kolejność zleceń. Z protez ta bywa najmniej szkodliwa, bo zna ograniczenia hali i wie, co może obiecać. Ale płacisz dyrektorowi produkcji, a dostajesz dyspozytora: każda godzina na układaniu kolejności zleceń to godzina zabrana z wydajności, jakości, ludzi i rozwoju. Do tego patrzy z perspektywy hali, nie widzi marż, pełnego popytu ani strategicznych zobowiązań sprzedaży.

Proteza 2 · 18% firm

Sprzedaż jako planista

Handlowcy schodzą na produkcję i mówią, co jest pilne. Handlowców jest wielu, każdy walczy o swojego klienta i swój target, więc produkcja dostaje sprzeczne sygnały: przezbrajamy, przerywamy, wracamy. Skrajny przypadek z praktyki: klienci mieli bezpośrednie telefony do mistrzów na produkcji i sami nadawali priorytety swoim zleceniom. Jeżeli o kolejności decyduje ten, kto się najgłośniej upomni, klienci szybko uczą się, gdzie dzwonić. To nie jest proces priorytetyzacji, to konkurs siły głosu.

Proteza 3 · 10% firm

Prezes jako planista

Klienci pomijają nawet sprzedaż i dzwonią prosto na górę. Prezes rzuca w organizację "to jest pilne" i wszyscy się rzucają. Wypchnięcie jednego zlecenia poza kolejnością opóźnia masę innych, opóźnienia generują kolejne telefony do prezesa i koło kręci się coraz szybciej. Wszyscy zajęci, wszyscy wkurzeni, terminowość stoi. Prezes to najdroższy planista świata, podejmujący decyzje na podstawie najuboższej informacji: jednego telefonu.

Wspólny mianownik: funkcja planowania nie zniknęła. Została przejęta przez ludzi, którzy powinni robić coś innego, i jest wykonywana w chaosie, bez pełnych danych.

Trzy przyczyny, których nie widać od środka

Najważniejsze: to prawie nigdy nie jest wina ludzi w planowaniu. Tam często siedzą świetni ludzie z dużymi kompetencjami. Problem leży w tym, jak firma ustawiła funkcję.

Przyczyna 1: planowanie ustawione jako emisja dokumentów

W jednej z firm na drzwiach działu planowania wisiał stary szyld: "Dział Emisji Dokumentacji Warsztatowej". Zabytek, który opisywał teraźniejszość zaskakująco celnie. Wiele działów planowania dokładnie do tego się sprowadza: zrzucić dane z systemu, uruchomić zlecenia, przekazać dokumentację na halę, do tego raporty i prezentacje, których nikt nie czyta. Jeżeli planowanie jest działem przetwarzania dokumentów, informacja o priorytetach musi dotrzeć na halę inną drogą. I dotrze: przez handlowca, przez telefon, przez gabinet prezesa. Czasem organizacja po prostu nie wie, czego mogłaby od planowania wymagać, bo nigdy nie widziała, jak ta funkcja działa naprawdę.

Przyczyna 2: bypass, który się utarł

Kiedyś coś się nie udało, trzeba było działać szybko, zrobiono obejście: sprzedaż poszła bezpośrednio na produkcję, prezes zadzwonił do kierownika zmiany. Pożar ugaszono, ale obejście zostało. Po roku nikt nie pamięta, że miało być awaryjne. "Tak się u nas robi." Firma wpada w paradygmat, z którego trudno wyjść, bo widzi skutki (wieczne gaszenie pożarów), ale nie widzi przyczyny: planowanie zostało trwale wyłączone z gry.

Przyczyna 3: świat się zmienił, proces nie

Firma przez lata produkowała długie, stabilne serie. Planowanie było proste, proces wystarczał, były zyski. Potem otoczenie się zmieniło: wolumeny spadły, doszło wielu drobnych klientów i małych zleceń. Złożoność planowania wzrosła skokowo, a proces, narzędzia, wskaźniki i zasady zostały stare. Do tego brak zarządzania wyjątkami: jak zarządzić opóźnieniem do klienta, kto decyduje, które zlecenie ustępuje, jak komunikować zmiany. W stabilnym świecie te pytania nie były potrzebne. W nowym każdy wyjątek obsługiwany jest ad hoc, czyli telefonem do tego, kto może coś przepchnąć.

Naprawa: cztery kroki

KrokCo się dzieje
1. DiagnozaUstal scenariusz i przyczynę: emisja dokumentów, utarty bypass, nieadekwatny proces czy luka kompetencyjna. Każdą leczy się inaczej, dlatego diagnoza idzie przed lekarstwem.
2. Jedno źródło priorytetówNa halę trafia jeden zbilansowany plan i jest jedno miejsce, które go ustala i zmienia. Sprzedaż mówi, co ważne dla klientów; co produkujemy najpierw, rozstrzyga planowanie, bo widzi cały obraz.
3. Mandat, zasady, kompetencjeJasna decyzja zarządu, że priorytety ustala planowanie, a ścieżki obejściowe przestają obowiązywać. Uzgodnione reguły rozstrzygania konfliktów i zarządzania wyjątkami. Kompetencje i narzędzia adekwatne do dzisiejszej złożoności biznesu.
4. Oddanie ludziom ich pracyDyrektor produkcji wraca do zarządzania produkcją, sprzedaż do sprzedawania, prezes do prowadzenia firmy. Ta sama praca, wykonywana raz, porządnie i we właściwym miejscu.

Jasne priorytety to nie sztywne priorytety

Zmiany będą zawsze. Chodzi o to, żeby przechodziły przez jeden punkt, w którym ktoś oceni ich skutki, zanim hala rzuci wszystko. Sprzedaż ma pełne prawo, wręcz obowiązek, mówić, co jest ważne dla klientów. Rozstrzyganie, co w związku z tym produkujemy najpierw, przy uwzględnieniu materiału, mocy i pozostałych zleceń, to praca planowania.

Po czym poznasz, że działa

1
Handlowcy nie chodzą na halę. Wiedzą, gdzie zgłosić priorytet, i wiedzą, że zostanie potraktowany poważnie.
2
Telefony do prezesa w sprawie zleceń to rzadkość. A jak się zdarzą, prezes ma gdzie je odesłać.
3
Plan nie zmienia się trzy razy dziennie. A konieczna zmiana przychodzi jedną ścieżką, z informacją, co w zamian się przesuwa.
4
Bypassy nie wracają. Ludzie nie robią obejść dla przyjemności. Powrót bypassów to najczulszy wskaźnik zdrowia procesu planowania, czulszy niż niejeden KPI.

Kiedy osobny dział planowania nie jest potrzebny

Uczciwie: nie każda firma potrzebuje wydzielonego działu planowania. W mniejszych organizacjach ta funkcja często leży na kierowniku produkcji i przy odpowiedniej skali to racjonalny układ. Granica przebiega gdzie indziej: czy funkcja jest pełniona świadomie. Mały zakład, w którym kierownik świadomie łączy informacje i ustala priorytety według uzgodnionych zasad, ma działające planowanie bez osobnego etatu. Duża firma, w której dział istnieje na schemacie, ale realnie drukuje dokumenty, planowania nie ma, mimo etatów.

Podsumowanie w pięciu zdaniach

Od czego zacząć w twojej firmie

Jeżeli rozpoznajesz swoją firmę w którymś z tych scenariuszy: handlowcy na hali, dyrektor produkcji w roli dyspozytora, telefony do prezesa zamiast planu, najlepszym pierwszym krokiem jest bezpłatna diagnoza procesu planowania. Przejdziemy przez twój proces, ustalimy, kto naprawdę steruje produkcją, i wskażę konkretną kolejność działań.

Skontaktuj się ze mną:

Strona: pawelbirecki.com
LinkedIn: linkedin.com/in/pawelbirecki
Na moim profilu LinkedIn znajdziesz referencje od osób, które przez taką diagnozę przeszły, z imienia i nazwiska.