Kejs/Dobra praktyka
Proces przetrwa tylko jeśli ktoś czuje się jego właścicielem
Może wydawać się to oczywiste ale nadal w wielu sytuacjach nie jest.
Widziałem to dziesiątki razy. Wdrożenie: S&OP, lean, nowy system, nowa procedura.
Na początku jest energia. Spotkania, warsztaty, dokumentacja. Wszyscy wiedzą co robić.
Po trzech miesiącach? Cisza. Po pół roku? Wracamy do punktu wyjścia.
Dlaczego? Bo nikt nie czuł się właścicielem. Był “zespół projektowy”. Był “sponsor”. Był konsultant. Ale nie było jednej osoby, która rano wstaje i myśli: “to moje”.
A właściciel procesu to nie stanowisko. To człowiek, który pilnuje całego systemu, jest strażnikiem procesu puka do drzwi i pyta “gdzie jest prognoza?”. Który nie akceptuje “nie da się”. Który przypomina o ustaleniach sprzed miesiąca. Który ma odwagę powiedzieć szefowi “to nie jest zgodne z tym co ustaliliśmy”.
Jest to ktoś kto nie ogranicza się do wymówek, że coś nie działa bo ten czy tamten czegoś nie zrobił tylko aktywnie pilnuje całości.
I co więcej - jest to osoba, która dba o rozwój procesu. Regularnie wyciąga wnioski i wdraża usprawnienia. Ma wizję jak proces powinien wyglądać za rok czy za dwa i konsekwentnie działa by go rozwijać.
Bez takiej osoby proces umiera cicho. Nikt go nie kasuje. Po prostu przestaje działać.
💡 Wnioski
Zanim cokolwiek wdrożysz, odpowiedz sobie: czy masz kogoś kto będzie go aktywnie pilnował i rozwijał? Jeśli nie wiesz — masz większy problem niż brak procedur.
|