|
Kejs / dobra praktyka
Twoja prognoza ma 40% błędu? To wcale nie musi oznaczać, że jest bezużyteczna.
„Jakbyśmy byli w stanie prognozować idealnie, nie siedzielibyśmy tutaj. Wszyscy gralibyśmy na giełdzie i zarabiali miliony.”
Puściłem na LinkedInie ankietę: Wasza prognoza sprzedaży, kto jej ufa? 42% odpowiedziało, że szczerze to nikt. Kolejne 26%, że tylko sprzedaż. 16%, że tylko ten, kto ją robi. Razem ponad 80% głosów mówi: prognozie się nie ufa.
Skąd to się bierze? Bo chcielibyśmy, żeby sprawdzała się w 100%. A jak się nie sprawdza, to znaczy, że jest zła, a my nie umiemy prognozować.
Tylko że przyszłości nie da się przewidzieć w 100%. Zawsze będzie jakiś poziom błędu. Kluczem nie jest jego wyeliminowanie, tylko zrozumienie, skąd pochodzi. Różnię trzy kategorie:
|
1. Błędy, które kontrolujemy wewnętrznie
Wiedzieliśmy o promocji, o wycofaniu produktu, o sezonowości. Informacja była w organizacji. Po prostu nie trafiła do prognozy.
2. Błędy, których informacja jest poza nami, ale dostępna
Klient planuje promocję. Badania rynkowe pokazują trend. Tylko my tego nie pozyskujemy.
3. Błędy losowe
Kampania zażarła mocniej niż zakładaliśmy. Pogoda. Klęska żywiołowa. Nie do przewidzenia.
|
Jak to posegmentujesz, wiesz z czym możesz coś zrobić, a z czym nie. I tu druga rzecz: nie po wszystko warto sięgać. Obdzwonienie 300 klientów z pytaniem o promocje może kosztować więcej, niż zaoszczędzisz na dokładniejszej prognozie. Czasem taniej jest podnieść zapas i zbuforować ten błąd.
A teraz przewrotnie. Nawet prognoza z 40% błędem jest przewidywalną prognozą, jeśli ten błąd jest powtarzalny i wiesz, skąd się bierze. Bo wtedy możesz się pod niego zaprojektować: bufory w odpowiednich miejscach łańcucha, zapisy w kontraktach, zapasy bezpieczeństwa, dłuższe lead time'y.
To zupełnie inna sytuacja niż czekanie na prognozę idealną, której nigdy nie będzie.
|